środa, 19 listopada 2014

Assassin's Creed: Unity - część 1 - zwiedzanie Wersalu

Czytając mnóstwo negatywnych wypowiedzi płynących od tzw. pożal się boże graczy twardogłowych (najczęściej hardcorowych ignorantów), można ulec wrażeniu że Assassin's Creed: Unity jest bublem. Otóż z pełną odpowiedzialnością zaprzeczam wszystkim bzdurnym wypowiedziom skupiającym się na nie mających znaczenia pierdołach. Zaprzeczam tym bardziej, iż nie spotkałem się jak na razie z sytuacją w której cokolwiek zakłóciłoby przyjemność płynącą z eksplorowania tego skrawka świata sprzed ponad 200 lat.
Jeżeli kochacie historię i chcecie zagłębić się w dziejach Rewolucji Francuskiej, a przynajmniej jej ułamku, gorąco polecam ten tytuł, bo tylko głupiec może pisać tyrady o błahych problemach technicznych przypominających problemy baletnicy i jej rąbka od spódnicy, nie widząc otaczającego go świata pełnego dopracowanych szczegółów i faktów zebranych celem opowiedzenia historii spajającej wszystkie elementy w jedną całość.

We wstępie gry mamy do czynienia z XIV wiekiem, a konkretnie podając za Wikipedią epizodem w którym:
"Król francuski Filip IV Piękny był zadłużony u templariuszy. Chcąc się uwolnić od zobowiązań, w piątek 13 października 1307 roku, uwięził członków zakonu we Francji, zarzucając im herezję, świętokradztwo, innowierstwo, czary, rozpustę, kult bożka Bafometa, odstępstwo od wiary i spiskowanie z Saracenami. Po długotrwałym procesie, trwającym do czerwca 1311 roku, będący pod wpływem królów Francji sobór w Vienne zdecydował o kasacie zakonu templariuszy. Jego majątki we Francji zostały skonfiskowane, wielu templariuszy poniosło śmierć przez spalenie na stosie, w tym wielki mistrz Jakub de Molay i 54 innych dostojników zakonnych."
I tak dzięki grze poznajemy m.in. postać Jakuba de Molay, oglądając przy tym kilka ciekawie odtworzonych scen ilustrujących tamte wydarzenia - poniżej informacje zawarte w encyklopedii gry, właśnie na temat tego Templariusza - wersja francuska.



Informacji doyczących historii jest znacznie więcej, a wszystko zgrabnie wplecione w fabułę, jednak aby nie psuć zabawy przedstawiał będę tylko pewne smaczki zachęcające do sięgnięcia po grę.

Po wstępie przechodzimy do głównego dania, czyli wieku XVIII, gdzie m.in. zostaniemy rzuceni w takie miejsca jak Wersal, czy konkretniej Hôtel des Menus Plaisirs.


Hôtel des Menus Plaisirs, który na oryginalnych rycinach wyglądał tak:

W grze jest przedstawiony w ten sposób:


Dodatkowo zamieszczam kilka widoków z zewnątrz budynku i pomieszczenia wewnątrz:


I na zakończenie jeszcze raz Wersal w całej okazałości.

Wkrótce kolejne lokalizacje z gry. Postaram się zamieścić zarówno oryginalne reprodukcje z tamtych czasów jak i ich dzisiejsze wirtualne odpowiedniki.

Osobom, które nie miały zbytniej styczności z grami napiszę tylko, że twórcy pomyśleli i o nich, dlatego "mechanika" rozgrywki jest prosta, zatem każdy powinien sobie z nią poradzić bez większych problemów.
Czytaj dalej ...

niedziela, 16 listopada 2014

Assassin's Creed: Unity - Edycja Bastylii - zobaczmy co kryje w środku (unboxing)

Tym razem prezentuję kolejną odsłonę serii Assassin's Creed pt. "Unity". Co ciekawe akcja tej odsłony gry dzieje się w Paryżu w czasie Rewolucji Francuskiej, zatem mamy okazję zwiedzić miasto właśnie z tamtego okresu (przypominam 1789 rok). Ponieważ twórcy gry zawsze stawiali na historyczne aspekty, spodziewam się dużej ilości smaczków z tym związanych, nie wspominając o możliwości przemierzenia Paryża tamtego okresu wzdłuż i wszerz.
W dniu dzisiejszym, z uwagi na bardzo napięty terminarz, skupię się tylko na zawartości pudełka Edycji Bastylia gry Assassin's Creed: Unity (PS4). Samą analizę, czy jak kto woli recenzję zamieszczę w najbliższych tygodniach, ale wpierw chciałbym się lepiej oswoić z tytułem. Na samym początku nadmienię tylko, że skoncentruję się w swoim tekście nie na technicznych aspektach gry, czy liczbie wyświetlanych klatek..., ale przede wszystkim na frajdzie lub jej braku przy zabawie z tytułem. Ponadto podkreślam, że pomimo informacji na pudełku o zawartej w niej wersji angielskiej, czeskiej i polskiej, gra uruchamia się również w języku francuskim (trzeba przełączyć język konsoli Playstation 4 właśnie na francuski i to wystarczy) - zarówno dubbing jak i napisy działają przepięknie.
Oprócz "unboxingu" poniżej znajdziecie kilka dodatkowych materiałów z początku rozgrywki - język francuski.



Sam początek po uruchomieniu gry (w wersji francuskiej):


Wybór pierwszego scenariusza:


Paryż 1307 rok - jak zwykle wprowadzenie sięga czasów bardziej odległych:


Początek aktywnej rozgrywki:


I mały suplement:


Wkrótce więcej szczegółów.
Czytaj dalej ...

środa, 12 listopada 2014

Assassin's Creed: Unity - analiza gry

Tym razem prezentuję kolejną odsłonę serii Assassin's Creed. Jeżeli jesteście fanami języka francuskiego, Francji przeczytajcie do końca ponieważ być może macie okazję poznać, niemalże namacalnie, nie ruszając się z domu, Paryż XVIII wieku w trakcie Rewolucji francuskiej (dla przypomnienia chodzi o lata 1789-1799). Nie chcę aby ta recenzja odnosiła się w typowy sposób do graczy, ich sympatii, czy antypatii dotyczących tytułu. Chcę aby była to zachęta do przestudiowania tej konkretnej historii w bardzo multimedialny sposób z wykorzystaniem takiego medium jak gra komputerowa i odnosiła się przede wszystkim do tych osób, które z grami mają niewiele wspólnego.



Na początek informacje podstawowe na temat tytułu:

Twórca: Ubisoft Montreal
Wydawca: Ubisoft
Reżyser: Alexandre Amancio
Scenarzysta: Travis Stout
Kompozytor: Chris Tilton, Sarah Schachner, Ryan Amon
Seria: Assassin's Creed
Silnik: AnvilNext
Platformy obsługujące grę: Microsoft Windows, PlayStation 4, Xbox One
Data wydania: 13 listopda 2014 [Europa]
Gatunek: przygodowa gra akcji, skradanka
Tryby gry: dla pojedynczego gracza i dla wielu graczy
Dystrybucja: Dysk optyczny lub wersja do pobrania za pośrednictwem internetu

Pomijam takie aspekty jak rodzaje broni wykorzystywane w grze, itp. Jeżeli gra działa, mimo ewentualnych błędów i jeżeli te nie są krytyczne i nie przeszkadzają w zabawie, również ich nie piętnuję, chociaż nie omieszkam na ich temat wspomnieć. Jestem bardzo liberalny i mało wymagający w kwestiach dotyczących technicznej strony gry ponieważ skupiam się na tym co daje frajdę i dopóki tej radości nie przesłaniają inne aspekty, dopóty nie widzę problemu.

Podstawą jest dla mnie sam Paryż oraz miejsca do których możemy się przenieść.

 fabuła, której głównym bohaterem jest Francuz Arno Dorian (Dan Jeannotte). Arno przychodzi na świat w Wersalu, jego ojcem jest asasyn zamordowany przez Shay Patricka Cormaca. Nasz bohater zostaje adoptowany, pozostając nieświadomym powiązań przybranej rodziny z bractwem Templariuszy, której wielkim mistrzem jest jego przybrany ojciec. Ponieważ ten również ginie, Arno obwinia się za jego śmierć i wybiera drogę zemsty, która wprowadza go w świat Bractwa Asasynów, gdzie powoli awansuje na szczeblach kariery. Tyle tytułem wprowadzenia ponieważ główny istotny dla mnie wątek dotyczy historii Francji w którą opowieść zostaje wpleciona, dlatego nie dziwcie się że spotkamy tu takie postacie jak Marquis de Sade, Napeleon Bonaparte, czy Maximillien de Robespierre (zachowałem oryginalny zapis). Ale co najważniejsze to właśnie możliwość zwiedzania odtworzonego wirtualnego Paryża tamtych czasów, który został powołany na nowo do życia wraz ze wszystkimi możliwymi szczegółami, jest najbardziej intrygująca.

tutaj przykłady paryża









Czytaj dalej ...

czwartek, 30 października 2014

Lords of the Fallen - analiza gry

Jeżeli liczycie, że jest to standardowa recenzja to mylicie się, to raczej zbiór refleksji na temat tytułu.
Po raz kolejny dałem się wkręcić w marketingowy napędzacz sprzedaży rzeczy zbędnych, czyli tych dających najwięcej przyjemności tudzież gwarantujących frustrację w przypadku nieudanego wyrzucenia kasy w błoto. Co było przedmiotem zakupu? A no właśnie Lords of the Fallen, a wszystko przez bębniące wszędzie media zajmujące się grami komputerowymi i konsolowymi.

Co było moją motywacją: chęć zdobycia sławy recenzenta, zasada pierwszej nocy z niezgwałconym jeszcze przez połowę Świata tytułem? Postępujący rozwój, w który na każdym kroku wpędza mnie internet i koledzy branżowych mediów, z każdym słowem radia, telewizji, prasy tudzież wszechobecnego podcastingu? Nie wiem, ale chyba to taki prawidłowy odruch słabej istoty zwanej człowiekiem, którą jak Syzyf kamień, życie pcha do przodu - ku doskonałości. Tyle, że cały ten karkołomny mechanizm się zepsuł, bo jestem co najwyżej ćmą lecącą do światła, a co gorsza nie wiadomo dlaczego (przynajmniej w tym temacie zapraszam do Świata Nauki). Poleciałem do tego światła ze swoimi superpozycyjnymi oczami, nie zważając na światło które emanowało od moich francuskojęzycznych zapędów tłumaczeń paranoidalno-często-żenujących. Cóż, bywa... Zrobiłem to, choć często, gęsto nienawidzę tego co robią koledzy redaktorzy z szumnie zwanego świata branży gier komputerowych smagający nowości biczem, jak korporacyjni wyzyskiwacze niewolniczy lud pracujący, bez opamiętania walący to w lewo to w prawo, grunt żeby zahaczyć o każdą nowość i każdy nośny temat (czytaj chajp (tak wiem hype)), byle tylko zainteresować zwykłego człowieka.

Wracając do gry, Lords of the Fallen jest moim ulubionym tytułem z serii w stylu Dark Souls. Po raz pierwszy się do tego przyznaję i nie jest mi łatwo. To jedna z tych gier w które gram z uwagi na jej pochodzenie, bo jest soCzystej rasy Polskiej. Po prostu nie wypada wydawać kupy bilonu na rzeczy zagraniczne podczas gdy pojawia się Polska perła. Nie, nie Perła tylko perła, taka morska wyjątkowość. Ta perła jak się okazuje w tym przypadku nosi polskie imię i nazwisko - Tomasz Gop, ha z polskiego studia City Interactive (CI Games), ha ha! I to tyle, bo więcej o jej polskości za bardzo ustalić nie potrafię, przynajmniej z materiałów wkręcających śrubę kupująco-miażdżącą w której jakoś nie po polsku brzmią nazwiska pozostałych twórców. Uprzedzam wszystkich nieodpornych na hype, że co usłyszycie tego odsłyszeć już się nie uda.




Przez co kocham "Lords of the Fallen" oprócz niebiedronkowej ceny 215 zł i jedynego w swoim rodzaju pudełka, które zmieści się na moim biurku, stoliku, krześle, głowie a po odpowiednim potraktowaniu na aukcji?

Po pierwsze: bajroniczną elegancję narracji towarzyszącej podróży.
Są to dość sztampowe, polskiej ascetyczności, nieco wmieszane w dyskurs marketingowy tyrady w stylu Władcy Pierścieni, kryjące takie frazy jak: klasztor, ludzkość, bunt, tyrania, okrutny bóg, pasmo gór, siła, starożytna kraina, magowie kapłani, wojownicy, skrytobójcy, oręż, zbroja, cień i temu podobne - zobaczcie sami.

Po drugie: posażna oprawa graficzna.
Gra światłem i cieniem czasami werterowska, ale nigdy budząca grozę, jak poryw Donkey Konga na monochromatycznym ekranie Atari 800XL.
Rzeź roztaczająca się przed nami przypomina raczej Diablo 3 z perspektywy pierwszej osoby, aczkolwiek w tym przypadku ograniczono adwersarzy. Podroby, cacka z trzewi prześladowców i wreszcie antagoniści we własnej osobie, a raczej to co po nich zostało - pławię się w nich w moich fantazjach do dnia dzisiejszego. Pogłowie ciemiężycieli choć ograniczone do niezbędnego minimum jest zharmonizowane z kunsztem naszego straceńca, także wcale przygody nie można określić mianem beztroskiej.

Po trzecie: ponad wszystko kocham okno rozwoju postaci i temu podobne, gdzie zlokalizować mogę mój klucz do sukcesu. To faktycznie bardzo mozolnie wypracowany system, który ma ogromny wpływ na rozgrywkę gracza, budzący w nim taktyka, lawiranta, spryciarza. Wytrwałym zawsze powinno udać się wypracowanie własnej recepty na całe łotrostwo Lords of the Fallen.


A bodajże po czwarte: Lords of the Fallen w wersji na PS4 cechuje pewna powolność i kontemplacyjne wręcz ekrany ładowania pomiędzy poszczególnymi większymi podregionami gry, co osobom równie skapcaniałym jak ja powinno dodać smaku w rozgrywce. Nie wiem jak inni określają tzw. liczbę wyświetlanych klatek na sekundę, ale tych zdecydowanie czasem nie zbywa na czym traci lekkość rozgrywki co niejednokrotnie pozwalało mi bezdennie zatapiać się w świecie gry smakując każdą klatkę.

I po piąte: gra w konfrontacji z Dark Souls wiele wybacza. Aksjomatów jest kilka:
- jeżeli skorzystamy z zapisu stanu postaci i wykorzystamy punkty zdobytego doświadczenia, utracimy mnożnik jego wzrostu i spadnie nam potencjalność znalezienia lepszych przedmiotów;
- nawet jeżeli zginiemy możemy spróbować odzyskać utracone niezapisane doświadczenie docierając do miejsca naszego ostatniego zejścia;
- z uwagi na fakt, że wrogowie "odradzają się" w momencie naszego przestępowania pomiędzy ekranami ładowania większych fragmentów gry, możliwe jest praktycznie bezpieczne podnoszenie poziomu doświadczenia do satysfakcjonującego pułapu - po prostu walczymy z wrogami których mamy już opanowanych przeskakując pomiędzy ekranami ładowania.

A po szóste: muzykę, która stanowi integralną całość z obrazem, bez której gra nie byłaby tym czym jest. Kompozytorem ścieżki dźwiękowej jest wielokrotnie nagradzany za swoją pracę Knut Avenstroup Haugen, nominowany do Hollywood Music in Media Awards (HMMA) właśnie za utwory do Lords of the Fallen. Od początku do końca triumfuje posępna, monumentalna muzyka, same tytuły świetnie oddają to co usłyszymy: "Komnata kłamstw", "Świątynia tortur", "Śmiercifikacja", "Pokuta", "Ofiara", czy "Dłoń boga". Utwory to przeważnie wariacja głównego motywu w wersjach mrocznych, przejmujących, a nawet filuternych. Na uwagę zasługuje kompozycja Zimowy pocałunek, która mogłaby stanowić tło przedłużającej się i powracającej ekstazie.

Po siódme: Ta gra ćwiczy niezłomność i jeżeli już komuś uda się przez nią przebrnąć do samego końca, świadczy to o uporze i determinacji gracza. Kostucha czyha na każdym kroku, jest naturalna i jeżeli chcecie wypróbować swój charakter, to jest to świetna pozycja - nie ma nic za darmo, a sukces wymaga odpowiedniej taktyki. Lords of the Fallen nie jest dla mięczaków.


Gdybym miał czym zatrząść dla promocji tego dzieła, zatrząsłbym, ale nie mam, nigdy nie miałem, a to znacznie zwiększyłoby szanse na sławę i przydatność dekoltu w promocji wyżej omawianej gry i popełnionej analizy.
A tak poważnie to kupić trzeba, jeżeli nie ma się dziecka, żony, kochanki i domu na utrzymaniu i nie pracuje się przy tym w fabryce obuwia jako Rumun, którego wszyscy biorą za Cygana lub jako smagany wiatrem korporacyjności pracownik za najniższą stawkę krajową. Jeżeli macie, to dacie, jak nie macie, poczekacie. Tak czy inaczej po tych kilku godzinach przygody stwierdzam, że warto.

By nie pozostawać bezkrytycznym z wad nadmienić należy:

Po pierwsze: punkt czwarty zalet, dla osób bardziej rzutkich i energicznych.

Po drugie: choć gra w dużym stopniu została stworzona przez polskie studio, niestety w wersji polskiej są tylko napisy i anglojęzyczny lektor.

Studia odpowiedzialne za projekt: Deck13 Interactive, CI Games
Wydawca: Bandai Namco Games, Square Enix
Silnik: Fledge z PhysX
Platformy obsługujące: Microsoft Windows, PlayStation 4, Xbox One
Data wydania: 28-31 październik 2014
Gatunek: gra akcji z rozwojem postaci i siekaniem potworów
Tryb: dla pojedynczego gracza
Wiek gracza: sklasyfikowano od 16 roku życia

Na koniec wypadałoby jeszcze podziękować CI Games, ponieważ ani w zeszłym, ni w bieżącym czy też przyszłym tygodniu nie przewiduję by zaskoczyła mnie sporych rozmiarów paczka z podesłaną do recenzji edycją kolekcjonerską Lords of the Fallen w wersji na Playstation 4, gdzie oprócz samej gry dostałbym największy dinks, czyli ręcznie malowany gargantuicznych rozmiarów monument głównego gieroja gry, Harkyna (1,1 kg). Dziękuję, bo uniknąłem w ten sposób konfliktu z moją osobistą kapłanką domowego ogniska, która postawiłaby mnie przed prostym wyborem: "Albo ja, albo ponad kilogramowy Harkyn - wybieraj", a przypominam idzie zima.

Figurka
Edycja Kolekcjonerska

[Suplement]
Powyższy tekst jest intelektualnym plagiatem ponieważ niestety aktualnie nie stać mnie na lepszy mój mózg, mam nadzieję zostanie mi to wybaczone. Dziękuję również swojej mentorce, która nawet nie jest tego świadoma i oczywiście kapłance domowego ogniska.

A jak wygląda wersja francuska uruchomiona przy takich właśnie ustawieniach konsoli? Wygląda lepiej niż polska, a wszystko przez lektorów francuskojęzycznych!





Czytaj dalej ...

sobota, 22 marca 2014

Metal Gear Solid V: Ground Zeroes - opinia, recenzja, "unboxing" wersji podstawowej

Pograłem, ech pograłem, wydałem, ech wydałem. Zakupiłem tą pozycję za ponad 115 zł i stwierdzam, że może ona być godna tego wydatku, ale...
1) Jeżeli nie znaliście wcześniej tego "kultowego" tytułu, wydatek ten będzie nieuzasadniony - lepiej kupić używaną grę pokroju Killzone: Shadow Fall (oferty już nawet na poziomie 50-80 zł w wersji PS4) - dla rozpoczynających przygodę z grami - jest to o wiele lepsza inwestycja.
2) Jeżeli życzycie sobie spróbować swoich sił w grach "skradankowych", do tego celu polecam raczej przygodę z nową odsłoną Thief na PS4, którą w pełnym wydaniu można zakupić już za 150 zł z okładem (pełna przygoda). I chociaż pisałem o przerażających aspektach tej pozycji to jednak otrzymacie pełną produkcję, a nie tylko zadatek.
3) Jeżeli jednak jesteście już fanami jednej z najczęściej wymienianych postaci branży gier tj. Hideo Kojim'y to i owszem polecam nowy wstępniak MGS V, ale... Nie jest to przygoda kompletna i jeżeli miałbym być złośliwym (a jestem) to napisałbym:
Hideo Kojima wyruszył w podróż z projektem na który szybko zabrakło mu środków użyczonych od producenta, tudzież ten zażyczył sobie albo szybszego ukończenia projektu, albo dofinansowania historii która co nie co zbyt długo się przeciąga i tak właśnie otrzymaliśmy przed produkt. Tym producentem w zasadzie jest sam autor, ale jak widać, co wpadło do trzosa w ubiegłych latach, jest nie do wykorzystania w kolejnych.
MGS V jest niedokończoną historią, czy może raczej wstępniakiem do właściwej gry, a ponieważ ekipa pracująca nad projektem przekroczyła wyznaczone ramy czasowe toteż postawiono jej ultimatum - albo skończą wcześniej, albo wyłożą swoją kasę. No i ponieważ swoich pieniędzy wyłożyć nie mogli lub nie chcieli poprosili w nieoficjalny sposób fanów, aby ci sfinansowali kolejny rok pracy nad nowym wydaniem tej jakże "kultowej" marki. I tak to właśnie w mojej ocenie wygląda. Za ponad 100 zł otrzymujemy niekompletną przygodę, która tylko fanom może sprawić satysfakcjonującą frajdę. Jednakże osoby, które wcześniej z tego typu grami nie miały nic do czynienia, przestrzegam przed zakupem próbki. Przypominam ponadto, że próbki są zwykle darmowe, zatem coś tu nie gra.
Przychodzi mi na myśl jeszcze kolejny argument dla którego twórca wypuścił płatne demo, chodzi o tzw. informacje zwrotną od graczy (tzw. feedback dla niezorientowanych), czy aby na pewno tego oczekują. Ponadto twórca z pewnością wyczekuje wszelkich innych pobocznych uwag. Tylko, czy aby na pewno gracze powinni płacić za tego typu usługę, szczególnie że jej nadawcą jest osoba, która na popularność i brak gotówki narzekać nie powinna...

Odnośnie samej gry Metal Gear Solid V: Ground Zeroes jest ona pozycją wykorzystującą nowe możliwości PS4, ale wykorzystującą je w ograniczonym stopniu. Chodzi mi o to, że wszystko jest i owszem ładne, ale nie do końca dopracowane i przemyślane. Tak czy inaczej to tytuł wypełniający trwającą, w dalszym jednak ciągu, pustkę na rynku gier przeznaczonych dla nowych platform.

Staram się zrobić wszystko żeby uzasadnić swój niemały wydatek, ale niesmak w dalszym ciągu pozostaje. Przestrzegam rozsądnych przed wywaleniem pieniędzy na coś co grą jeszcze nie jest, w pełnym tego słowa znaczeniu. Ta pozycja i owszem może aspirować do rynku obejmującego sprzedaż produktu, ale co najwyżej za cenę 50 zł ponieważ nie jest to jeszcze tytuł za wyższą stawkę. Być może zagranicą sprawa ma się odmiennie, niemniej jednak w warunkach polskich jest to już skok na kasę klienta.

Dodam jeszcze od siebie, że Hideo Kojima jest wg. mnie specyficznym człowiekiem, zupełnie jak ja (nie nie chodzi o dowartościowanie autora), osobą która ma zbyt wiele cech dziecięcych by stać się dorosłym osobnikiem rodzaju ludzkiego. Objawia się to w postaci mieszania tego co bardzo okrutne z tym co zabawne, dziecięce i śmieszne. To akurat jest zaleta, ale niestety tego typu ludzie czują taki sam pociąg do zysku jak każda inna jednostka.

I na koniec kuriozalny unboxing wersji standardowej, który przez jego "bogactwo" można przyrównać do prezentowanego produktu.






Czytaj dalej ...

niedziela, 9 marca 2014

Kilka słów zaledwie: Thief i Dead Nation: Apocalypse Edition

[AKTUALIZACJA + wtrącenie przed właściwym tekstem] Przeszedłem cztery pierwsze rozdziały, było nawet miło, powtarzalnie, jednak nie na tyle żebym nie pociągnął przygody do końca i.. bach. Piątego rozdziału nie tykam już nawet kijem, po godzinie chodzenia po opuszczonym szpitalu psychiatrycznym mam dość. Nie zdarzyło mi się to nigdy, Dead Space dało się przejść i chociaż było strasznie to nie do tego stopnia. Tej gry chcę jak najszybciej pozbyć się z domu, nie mam zamiaru katować swoich nerwów i daruję sobie. Gorąco polecam wszystkim masochistom, klimat według mnie jest piekielnie dobrze skonstruowany i odbije od ściany niejedną "normalną", ceniącą sobie spokój ducha osobę. Dodam jeszcze tylko, że innego (chociaż darmowego dla posiadaczy Playstation Plus) dreszczyku pt.: Outlast specjalnie sobie nie zaserwowałem, bo to nie mój klimat, a nowy Thief jest wg internautów bez porównania bardziej przerażający - po fakcie "odbicia" zrobiłem mały "research" w sieci i inni ludzie też mają duszę na ramieniu. Liczyłem, że nie będzie w tej grze niczego szczególnie przerażającego i to był mój błąd. W sumie cieszę się z zaistniałej sytuacji, bo zapamiętam Thief do końca życia.
Basta, nie mam w co grać aktualnie, ale z takiego powodu nie będę serwował sobie aż takiej dawki strachu.
[KONIEC AKTUALIZACJI]

Nie, nie jestem uprawniony do ferowania ostatecznych wyroków, ale po pierwszych chwilach tudzież godzinach z wyżej wymienionymi grami chcę podzielić się swoimi obserwacjami.
Zatem zacznijmy od Thief. Jest to z założenia gra "skradankowa", pierwsza tego typu na PS4. To co już udało mi się wychwycić to raczej standardowy, chociaż bardzo solidny poziom wykonania. Jakość jest i owszem bardzo dobra, ale nie doznamy żadnych nowych wrażeń. Produkt bazuje na poprzednich odsłonach i jest raczej wierny swoim założeniom, nie wnosząc niestety nic nowego. Jeżeli chcemy w ten tytuł grać na nowych konsolach to jest to w zasadzie jedyna propozycja celująca w ten rodzaj rozgrywki. Stąd jak mniemam jej sprzedaż powinna osiągnąć satysfakcjonujący dla twórców poziom.
Czy bawię się świetnie? Raczej nie czuję większego przywiązania do tytułu, być może byłoby inaczej, gdybym wcześniej nie grywał w tego typu gry. Skradankowy charakter rozgrywki odkryłem przy pozycjach takich jak Dishonored, czy Deux Ex, zatem efekt pierwszego razu już przeminął. W Thief nie ma nic odkrywczego, wszystko jest wtórne, na wysokim poziomie, ale jednak brakuje tego czegoś. Pamiętać jednak należy, że to właśnie Thief był prekursorem tego typu rozgrywki i wydany został po raz pierwszy w 1998 roku, ale w przypadku nowej odsłony chodzi raczej o wykorzystanie potencjału marki do zarobienia dodatkowej gotówki w oparciu o ten sam pomysł i nostalgię graczy. Podsumowując nie polecam i nie zachęcam - jest to kolejny wypełniacz w okresie oczekiwania na nowe konkretniejsze propozycje, aniżeli coś co faktycznie przykuwałoby uwagę graczy swoją innowacyjnością. Jeżeli nie mieliście wcześniej do czynienia ze skradankami, będzie to dla Was gra bardzo dobra i godna uwagi by nadrobić zaległości  - w takim przypadku zachęcam.

Jeżeli chodzi o kwestie techniczne dotyczące Thief''a, pamiętajcie że gra może się zawiesić podczas zapisywania jej stanu, dlatego warto co jakiś czas robić kopię pliku z zapisanym postępem (opcja "w chmurze" z wykorzystaniem Playstation Plus, lub zapisując ją z wykorzystaniem pamięci USB). Sam straciłem sporo czasu z tego powodu, dlatego uprzedzam przed ewentualnymi niemiłymi niespodziankami. Grafika w grze jest bardzo przyzwoita, ale nie można powiedzieć żeby wykorzystywała nową technologię. Jest po prostu przyzwoita i ładna, co ciekawe programiści nie odrobili pracy domowej i nie wykorzystali potencjału nowej konsoli (w tym przypadku chodzi o wersję na PS4) ponieważ dają się zauważyć irytujące przycięcia, których nie tłumaczy jakość i zawartość wyświetlanej treści.
Polska wersja pudełkowa zawiera teksty w języku polskim, niestety bez podkładu głosowego. Co ciekawe na tej samej płycie jest również pełna wersja francuska i angielska (tekst/dialog). Przypuszczam, że inne języki również są dostępne, ale na chwilę obecną nie mam żadnych bodźców ku temu żeby to weryfikować.

Producent: Eidos Montreal
Wydawca: Square Enix
Reżyser: Nicolas Cantin
Kompozytor: Luc St. Pierre
Seria: Thief
Silnik: Unreal Engine 3
Platformy: Microsoft Windows, PlayStation 3, PlayStation 4, Xbox 360, Xbox One
Gatunek: skradanka
Tryb gry: gra jednoosobowa
Dystrybucja: dysk optyczny, dystrybucja cyfrowa

Co do kolejnego tytułu, podsumuję go dosłownie w kilku krótkich zdaniach. Dead Nation: Apocalypse Edition, jest odgrzewanym daniem pochodzącym z konsoli PS3. Autorzy podkreślają, że gra jest teraz w lepszej jakości i z nowym trybem, ale są to mocno naciągane hasła i jeżeli już wcześniej mieliście przyjemność pograć w ten tytuł, to sobie po prostu odpuśćcie. Jest to dokładnie ta sama gra, tylko w nowocześniejszym opakowaniu. Dla tych którzy wcześniej nie mieli okazji zmierzyć się z Dead Nation, jest to właściwy moment by nadrobić zaległości. Na szczęście dla wszystkich posiadaczy Playstation Plus, Dead Nation można w tym miesiącu (marzec 2014) pobrać "darmowo". Ze spraw technicznych nadmienię jeszcze, że gra z partnerem przez sieć może wiązać się z kilkuminutowym wyszukiwaniem potencjalnego gracza w Internecie.

Producent: Housemarque, Climax Studios (PS4)
Wydawca: Sony Computer Entertainment
Platformy: PlayStation 3, PlayStation Vita, PlayStation 4
Gatunek: strzelanka
Tryb gry: gra jednoosobowa i wieloosobowa
Dystrybucja: dystrybucja cyfrowa





Podsumowanie: Obydwa tytuły w przypadku "doświadczonych" graczy są wtórniakami. Dla osób, które nie miały wcześniej styczności z tymi tytułami, czy typem rozgrywki, będzie to bardzo interesujące i godne polecenia doświadczenie.

Czytaj dalej ...

sobota, 1 marca 2014

PlayStation Gold Wireless Stereo Headset od Sony - recenzja słuchawek z wbudowanym mikrofonem

Słuchawki Playstation Gold Wireless Headset z wbudowanym mikrofonem w moim przypadku są zbytkiem, ale do takiego sprzętu mam słabość i podchodzę do niego jak kobieta do zakupu nowego ciucha. Czuję się jak dzieciak, który dostaje od rodzica nową zabawkę, a ponieważ akurat mogłem pozwolić sobie na małe szaleństwo w zakupach toteż zrobiłem to z niekłamaną przyjemnością.

Na początek zapraszam zainteresowanych (którzy nie mogą lub nie chcą pozwolić sobie na tego typu wydatek) do udziału w rozpakowywaniu pudełka. Zobaczmy co jest w środku - czyli tzw. unboxing:


Zawartość pudełka:
- Playstation Gold Wireless Headset
- bezprzewodowy adapter
- 3,5 mm przewód audio (długość ok 100 cm)
- przewód ładujący Micro-USB (i tu jest mały problem bo ma zaledwie ok 20 cm - patrz zdjęcie)
- etui podróżne (czyli worek ze ściągaczem - komentarz autora)
- instrukcja również w języku polskim
- przewodnik bezpieczeństwa również w języku polskim


Wiem, że to darmowa reklama, ale z dostępnością produktu w Polsce w okresie premiery światowej jest problem i jednym z niewielu sklepów, które realizują zamówienie w atrakcyjnej cenie jest Komputronik.pl (369,00 zł) - termin realizacji ok 10 dni. Ostatnio znalazłem taką samą ofertę na RTV EURO AGD, ale trudno mi powiedzieć jak jest z dostępnością. Są i owszem inne oferty również na Allegro, ale tam cena słuchawek oscyluje w granicach 450,00 zł, co oznacza że z całą pewnością pochodzą one z importu.

Specyfikacja - najważniejsze informacje:
Źródło zasilania: prąd stały 3,7V: wbudowany akumulator litowo-jonowy z możliwością ładowania
Pojemność akumulatora: 570 mAh
Temperatura środowiska pracy: 0-50 stopni C
Wymiary (s/w/g):
- bezprzewodowe słuchawki stereo z mikrofonem 2.0: około 179,2 x 195,2 x 48 mm
- bezprzewodowy adapter: około 17,4 x 8,4 x 35,6 mm
Waga:
- słuchawki około 295,4 g
- adapter około 5,3g
System łączności: fale radiowe o częstotliwości 2,4 GHz
Maksymalny zasięg łączności: około 10m
Czas użytkowania po całkowitym naładowaniu: 8 godzin przy średnim poziomie głośności
Gwarancja: 12 miesięcy (co do gwarancji to wydaje mi się, że producent raczej z ostrożności podał taki okres ponieważ prawo w UE i tak obliguje go do respektowania gwarancji w okresie 24 miesięcy, zatem jest to tylko i wyłącznie życzeniowa informacja wydrukowana w załączonej do zestawu broszurze, która nie ma pokrycia z rzeczywistością).

Ponieważ słuchawki są przeznaczone głównie do użytku bezprzewodowego toteż funkcje do ich ustawiania musiały zostać umieszczone na nich samych i tak z jednej strony mamy patrząc od góry opcję VSS (przycisk wirtualnego dźwięku przestrzennego, którego na zdjęciu nie widać, a znajduje się on jeszcze wyżej ponad przyciskami "volume"), ustawiania głośności "VOL" i wyciszania "MUTE". VSS uruchamia wybrany przez nas tryb dźwiękowy, który wczytujemy do słuchawek za pośrednictwem specjalnej aplikacji dostępnej w Playstation Store).

Z drugiej strony znajduje się przycisk "SOUND/CHAT" (umożliwia regulację głośności dźwięku czatu w odniesieniu do dźwięku gry) i przełącznik "POWER" (z opcjami Off, 1- tryb standardowy, 2-tryb wzmocnienia basów; ten tryb można zastąpić trybami zawartymi w dostępnej bezpłatnie do pobrania aplikacji pomocniczej do słuchawek z mikrofonem).

Pod spodem mamy jeszcze gniazda złącza USB (do ładowania), wejścia audio (do podłączania urządzeń przenośnych) i wskaźnik stanu pracy (lampka - pomiędzy 2,1,off a gniazdem audio).

Pierwsze ładowanie trwa około 3,5 godziny i mankamentem może okazać się bardzo krótki przewód do tego służący oraz fakt, że słuchawki nie ładują się w trybie uśpienia konsoli - światełko ładowania jest zapalone tylko podczas jej normalnego trybu pracy (chociaż nie mam co do tego pewności). Kolejny mankament to tylko 2 wyjścia USB w PS4 - ja do jednego mam zwykle podpiętego pada i w tym momencie muszę żonglować przy drugim podpinając naprzemiennie a to kabel ładujący słuchawki, a to adapter z którym się one komunikują w czasie ich użytkowania. Z tym problemem poradziłem sobie ładując słuchawki przez USB w komputerze stacjonarnym i co ciekawe Windows od razu prawidłowo wykrył nowy sprzęt i zainstalował automatycznie sterowniki. Jeżeli jednak nie macie innego urządzenia z USB, które mogłoby służyć za ładowarkę, ograniczona liczba wyjść w PS4 staje się problemem.

W Playstation Store jest dostępna specjalna aplikacja obsługująca dodatkowe tryby słuchawek.

Po uruchomieniu aplikacji należy pamiętać, że załaduje ona dany program/tryb dźwiękowy tylko jeżeli słuchawki będą podłączone do konsoli za pośrednictwem przewodu ładującego USB.

Kilka dodatkowych fotografii dla pełniejszego obrazu - w instrukcji wspominają o zdejmowalnych nakładkach (ale tego nie testuję ponieważ żal mi sprzętu, a nie widzę niczego co wskazywałoby na łatwy intuicjonalny demontaż nakładek, chyba że nakładki dopiero mają być montowane na oryginalnych słuchawkach - tego nie sposób wywnioskować z dostępnych instrukcji):



Działanie:
Co do samego działania nowego zestawu słuchawek z mikrofonem są one w mojej ocenie świetne. Testowałem je z grą Battlefield 4 i dźwięk był znacznie lepszy niż na słuchawkach podpiętych do telewizora, z których korzystałem dotychczas. Dodam, że wcześniej grałem mając na uszach słuchawki KOSS PRO4AA TITANIUM i wypadają one o wiele mniej spektakularnie. Podkreślam, że nie jestem audiofilem, a odczułem ogromną, zauważalną różnicę, która utwierdziła mnie w słuszności zakupu nowego sprzętu - oj czuć to 7.1 cokolwiek ono znaczy. Z całą pewnością słyszałem skąd nadbiega przeciwnik, czułem również pole bitwy, które przez moje uszy płynęło wprost do serca zalewając miodem umysł - stąd ten komentarz.
W nowych słuchawkach ucieszył mnie również brak "wystającego" mikrofonu - ten jest wbudowany w PlayStation Gold Wireless Headset, zatem nie mamy żadnych dodatkowych niekomfortowych wystających akcesoriów (wbudowany mikrofon nie wychwytuje dźwięków otoczenia, dlatego należy pamiętać, aby zestaw założyć właściwą stroną, w przeciwnym razie nie będzie rejestrował naszego głosu - nakrzyczałem się trochę zanim zrozumiałem w czym rzecz).
Rozmawiając za pośrednictwem tego zestawu w grze wszystko było dobrze słyszalne i zrozumiałe - gorąco polecam. Znacznie bardziej komfortowa jest rozgrywka z takim zestawem aniżeli ze słuchawkami i załączanym do konsoli "kablem mikrofonowym" nazywanym szumnie headsetem. Pamiętajcie również po ich załadowaniu i podłączeniu, aby zmienić ustawienia konsoli, tak by headset służył nie tylko do rozmowy, ale również był nośnikiem ścieżki dźwiękowej, w przeciwnym razie słuchawki będą działały tylko jako narzędzie do komunikacji.

W zasadzie to tyle, jeżeli macie pytania zapraszam do komentowania, postaram się udzielić wyczerpujących odpowiedzi.

Na koniec dodam jeszcze opis od producenta - jak ten reklamuje swój zestaw - jest to moje wolne tłumaczenie oficjalnie dostępnych materiałów:
PlayStation Gold Wireless Headset dostarcza niesamowitą głębię i czystość dźwięku, pod kątem gier oferuje kilka trybów, które mogą zostać wykorzystane w połączeniu z konsolami Playstation. Wysokiej klasy technologia 7.1 tchnie nowe życie zarówno w gry z lokalizacjami miejskimi, leśnymi, jak i fantasy, podczas gdy mikrofon z redukcją szumów zewnętrznych ułatwi porozumiewanie się ze znajomymi, czy kolegami z drużyny. Słuchawek można używać również z urządzeniami przenośnymi, do przyłączenia których służy załączony 3,5 mm przewód audio, w podróży przydatne może okazać się również etui podróżne.

Zestaw słuchawkowy dla graczy
Doświadcz wszystkiego od wielkich wybuchów, aż po ciche dźwięki dzięki oszałamiającej przestrzennej jakości 7.1.

Opracowane przez Playstation
Dzięki aplikacji Headset Companion App będziesz mógł pobrać niestandardowe tryby stworzone przez programistów z myślą o wzmocnieniu jakości dźwięku w ulubionych grach.


Styl i komfort
Doznaj komfortu, którego możesz teraz doświadczać godzinami i który możesz zabrać ze sobą gdziekolwiek się wybierasz. Zewnętrzna osłona (przedni panel) jest wymienialny dzięki czemu dobierzesz wygląd słuchawek zgodnie ze swoim gustem.

Opcje przyłączenia
W konsolach PS4, PS3 oraz komputerach osobistych korzystaj z opcji bezprzewodowej lub podłącz słuchawki do systemu PS Vita lub innego urządzenia przenośnego za pośrednictwem dołączonego 3,5mm przewodu audio i zabierz dźwięk ze sobą.

Na koniec w związku z pytaniem jednego z czytelników informuję, że instrukcja ma tylko 6 stron (dla każdego języka), które zamieściłem w recenzji. Pozostaje jeszcze strona "tytułowa" ze spisem języków dostępnych w instrukcji i osobna książeczka zatytułowana "przewodnik bezpieczeństwa" - pozostałe foty zawierające treść w języku polskim uzupełniam poniżej.



[Aktualizacja 19-12-2016]
I teraz najważniejsze na zakończenie recenzji.
W listopadzie po ponad dwóch i pół roku codziennego używania słuchawek (czyli przynajmniej raz dziennie zakładałem je i ściągałem), słuchawki uległy mechanicznemu uszkodzeniu jak na zdjęciu.

Uszkodzenie powstało w miejscu w którym występował największy nacisk fizyczny i w zasadzie nie dziwię się, że do tego doszło, szczególnie biorąc pod uwagę, że często miałem założoną lewą słuchawkę na uchu, a prawą pomiędzy policzkiem a uchem, żeby słyszeć domowników - co zwiększało naprężenia w tym miejscu.


Słuchawki w dalszym ciągu są sprawne i nawet udało mi się zrobić coś na kształt szyny wzmacniającej, także będę używał ich jeszcze przez jakiś czas, a potem może przyjdzie pora na nową recenzję ;). 
Fakt ich uszkodzenia nie zmienił mojej opinii, w dalszym ciągu gorąco polecam.

Czytaj dalej ...

sobota, 22 lutego 2014

Nowa generacja konsol - Playstation 4 - Xbox One - Battlefield 4 - Assassin's Creed IV: Black Flag

Oj bardzo dawno nie pisałem nic na temat gier, ale jakoś nic tak szczególnie mnie nie urzekło. Przez cały ten okres bawiłem się świetnie w świetne produkcje, jednak nie były to żadne epokowe odkrycia, którymi szczególnie chciałbym się od serca podzielić. Z uwagi jednak na okres urlopowy mam trochę więcej czasu i postanowiłem napisać coś o nowej konsolowej generacji, a przynajmniej jej przedstawicielu w postaci Playstation 4 od Sony i paru pozycjach, które udało mi się przetestować przez okres ostatnich 3 miesięcy od nabycia nowego sprzętu.

Konsola PS4 produkowana przez Sony ma dwie podstawowe zalety - jest zaawansowana technologicznie odpowiadając dzisiejszym wymaganiom i stosunkowo tania w porównaniu do innych sprzętów. Pamiętać jednak należy, że nie opłaca się jej kupować w zestawie z grami (czy innymi akcesoriami, jeżeli te z racjonalnego punktu widzenia są nam zbędne) ponieważ w ten sposób z pewnością przepłacimy. Najlepiej poszukać samej konsoli z podstawowym wyposażeniem bez zbędnych dodatków - myślę że powinny się znaleźć oferty w przedziałach cenowych 1700-1800 zł (stan na dzień 22.02.2014). Taki zestaw dla jednej osoby powinien zawierać oprócz konsoli, pada do gry, słuchawkę z mikrofonem do porozumiewania się z innymi graczami i oczywiście niezbędne okablowanie. Same gry najlepiej kupować osobno - atrakcyjne oferty łatwo znaleźć w sieci.

Odnośnie konsoli, jak wspomniałem, jakościowo w porównaniu do poprzedniej generacji jest to spory skok, a dla wygodnego gracza, który nie chce przejmować się aktualizacją swojego sprzętu komputerowego tak, aby ten sprostał wymaganiom coraz nowszych gier na PC, jest to rozwiązanie idealne. Poprzednia generacja czyli Playstation 3 niestety na dzień dzisiejszy jest już konstrukcją bardzo archaiczną i to się odbija głównie na jakości graficznej i płynności gier. Ba, ponieważ kończyłem listę trofeów w BF4 na PS3, a miałem już w międzyczasie pierwsze doświadczenia z PS4, uderzyła mnie zaobserwowana różnica. PS3 nie jest już systemem odpowiadającym dzisiejszym standardom - zdecydowanie odradzam jej zakup, chyba że kierujecie się czynnikiem ekonomicznym i po prostu na nowszą Was nie stać.
W zasadzie nie będę pisał więcej na temat samej specyfikacji ponieważ dla osoby szukającej rozrywki i pasjonującej się grami, a nie sprzętem dokładniejsze opisy są zbędne. Napiszę tylko, że jeżeli zastanawiacie się nad kupnem XBOX One, czyli konsoli konkurencyjnej firmy Microsoft, stojącej na podobnym poziomie technologicznym co PS4 i nie wiecie co wybrać, to najistotniejszą kwestią jest odpowiedź na pytanie do czego ta konsola ma służyć. Jeżeli jesteście graczami z krwi i kości, a konsola ma służyć głównie do grania to polecam PS4, bo Sony z pewnością o tego typu klienta zadba. Jeżeli jednak, interesują Was również gry bardziej towarzyskie (czytaj imprezowe), chcecie trochę poskakać przed telewizorem z wykorzystaniem technologii Kinect, konsola ma służyć dzieciom i dodatkowo stanowić domowe centrum rozrywki nie tylko ściśle związane z grami, w tym przypadku polecam nowego XBOX'a - jest on bardziej gadżeciarski, uniwersalny i familijny, chociaż jednak mniej zaawansowany technologicznie od PS4 - po szczegóły zapraszam do specyfikacji tych "urządzeń". Warto również pamiętać, że XBOX nie posiada aktualnie żadnego wsparcia na rynku polskim, konsolę można zakupić tylko importując ją z zagranicy lub przepłacając u polskich nieautoryzowanych pośredników.

Dodam jeszcze, że dodatkową zapowiadaną atrakcją dotyczącą PS4 ma być dostępny w niedalekiej jak się okazuje przyszłości hełm wirtualnej rzeczywistości (VR Headset PS4), alternatywa podobno lepsza od tego co aktualnie prezentuje prototypowa technologia Oculus Rift.
Zapewne wiele osób ze środowiska graczy uzna mnie za fana Sony, co jest prawdą, ale na taki stan rzeczy zapracowała sama firma, która wie na czym graczowi mojego pokroju tak naprawdę zależy. Ponadto nieocenione jest wsparcie dla tego produktu na naszym rodzimym rynku. Z tego co udało mi się do tej pory zaobserwować Sony nie skupia się na samej maksymalizacji zysków, ale ma strategię celującą również w jakość i dbałość o klienta, czego od ponad 20 lat nie mogę powiedzieć o firmie Microsoft (czyli producencie XBOX). W przypadku tej firmy widać typowy, toporny model biznesowy wyniesiony z płatnej szkoły zarządzania i marketingu.

Przechodząc już do samych gier, moje dotychczasowe doświadczenia dotyczą w zasadzie dwóch tytułów, które bardzo dobrze oceniam - chodzi o Battlefield 4 i Assassin's Creed IV: Black Flag.
Pierwszy tytuł to wydatek rzędu 200-300 złotych, ale należy pamiętać że jeżeli interesuje nas gra sieciowa trzeba wydać kolejne pieniądze na usługę Playstation Plus, która pozwala odblokować tryb sieciowy. Usługa odblokowuje również dostęp do darmowej biblioteki gier, zniżek cenowych itp. - Koszt Playstation Plus wynosi ok 180zł w przypadku rocznego abonamentu, choć ten możemy kupić również taniej w opcji kwartalnej ok 60zł, są również promocyjne oferty 15 dniowe pozwalające przetestować usługę. Brnąc dalej możemy jeszcze dodatkowo zakupić pakiet Battlefield 4 Premium za kolejnych ok 200zł - dzięki temu otrzymamy kolejne nowe mapy, itp. dodatki, wydawane sezonowo - zwykle przez okres 12-24 miesięcy po premierze samej gry. Osobiście, osobom którym ten tytuł przypadnie do gustu, polecam to rozwiązanie ponieważ po doświadczeniach z Battlefield 3, a ostatnio Battlefield 4 wiem, że warto, bo dodatki są interesujące i bogate przedłużając przygodę z grą gwarantując ponad 100 godzin rozrywki.
Przy okazji dla wtajemniczonych poniżej film rejestrujący mój mały sukces w postaci trofeum, które przed dosłownie chwilą udało mi się osiągnąć w BF4 - Falling Down - dotyczy dodatku z Premium - Second Assault. Pokrótce trofeum polega na zabiciu przeciwnika zwalając mu na głowę sufit.
W materiałach na temat BF4 dużo jest narzekań na temat problemów z działaniem gry, ale wg mnie są to obecnie narzekania nieuzasadnione, ja przynajmniej nie odczuwam żadnych niedogodności, które uniemożliwiałyby mi czerpanie frajdy z rozgrywki, czy ją utrudniały. Gra gwarantuje całą masę trybów oraz wyzwań od walki naziemnej, pancernej, wodnej aż po zmagania powietrzne. Twórcy tak opracowali system, aby każdy znalazł coś dla siebie, dodatkowo zbierając przy tym odpowiednie nagrody w postaci nowych broni, poziomów, czy też trofeów za szczególnie skomplikowane wyzwania. Gra może być szczególnie ciekawa jeżeli uda się nam zebrać kilka zaprzyjaźnionych osób, które do rozgrywki podejdą wspólnie z ustaloną taktyką. Polecam.

Assassin's Creed IV: Black Flag to raczej gra przygodowa, a rozgrywka jest zgoła odmienna od BF4 i bardziej skupia się na trybie jednoosobowym. O samej fabule pisać nie będę. Napiszę tylko, że gra jest również wspaniała i gwarantuje sporo godzin zabawy wprowadzając nas w złoty wiek piratów (Karaiby, rok 1715). Świat do eksploracji w grze jest ogromny, gwarantujący dużą liczbę wyzwań i przygód. Również zachęcam ponieważ przy okazji można wzbogacić swoją wiedzę dotyczącą tamtych czasów i wydarzeń historycznych na których gra się opiera. Tak jak to miało miejsce przy poprzedniej prezentowanej przeze mnie odsłonie tej serii, gra jest bogata w opisy historycznych miejsc dzięki czemu fabularna fikcja nabiera dodatkowych rumieńców. Gra się wspaniale, a graficzna oprawa jest porywająca. Nie będę się dokładnie rozpisywał na temat rozgrywki ponieważ nie jestem profesjonalnym recenzentem, ale w formie podsumowania dodam, że moje wrażenia płyną raczej z serca aniżeli rozumu.

Jeżeli powyższe informacje dotyczące konsoli czy gier okazałyby się niewystarczające czekam na pytania, postaram się podzielić swoimi doświadczeniami i wiedzą w tym zakresie.

Podsumowując już wkrótce zapraszam do "recenzji" dotyczącej nowych słuchawek dedykowanych PS4 (PS4 Gold Wireless Headset), które oddają dźwięk w systemie 7.1. Ponieważ nie jestem audiofilem i nie do końca wiem o co dokładnie chodzi w tego typu systemach, dlatego postaram się pokrótce napisać czy czuję różnicę w porównaniu do zwykłych słuchawek których teraz używam i czy z punktu widzenia laika jest sens inwestowania ponad 350 złotych w tego typu sprzęt. Ponadto również wkrótce nadrabiając zaległości z grami, zamieszczę moją opinię na temat gry Thief.
Czytaj dalej ...

niedziela, 3 listopada 2013

Beyond: Two Souls - bo warto grać w tę grę


Bałem się i śmiałem, przeżywałem, a przecież o to w tym wszystkim chodzi...
Ostatnio rzadko przychodzi mi pisać o grach, ale o Beyond Two Souls napiszę, bo warto za pasję którą włożono w to przedsięwzięcie. Reżyserem i scenarzystą jest David Cage ze studia Quantic Dream, odpowiedzialny wcześniej m.in. za grę Heavy Rain.
Komentarze, które czytałem na temat Beyond nie są przychylne co tym bardziej zaintrygowało mnie, bo komentarze czy recenzje pochodzą w głównej mierze od graczy, a to nie jest typowa gra. Komentarze pochodzą również od intelektualistów, znawców fabuł filmowych, którzy od historii oczekują czegoś więcej, a to nie jest najwyższych lotów film.
Najśmieszniejszy w tym wszystkim jest fakt, że każdy o tym wie, ale chyba nikt nie zrozumiał przekazu, co autor chce nam powiedzieć.

Najważniejsze informacje:
Studio odpowiedzialne za projekt: Quantic Dream
Wydawca: Sony Computer Entertainment
Reżyseria: David Cage
Produkcja: Guillaume de Fondaumiere
Architektura gry: François Baranger, Benoit Godde
Scenariusz: David Cage
Kompozytorzy: Normand Corbeil, Lorne Balfe, Hans Zimmer
Platforma: PlayStation 3
Data wydania: Październik 2013
Gatunek: dramat interaktywny, przygodowa gra akcji
Tryb: gra jednoosobowa
Nośnik: Blu-ray Disc

Nie jest to typowa gra, bo od gracza nie wymaga szczególnych manualnych umiejętności - przechodzi się sama, najistotniejsza w niej jest możliwość wyboru czy to opcji dialogowej, czy ścieżki fabularnej. Ta możliwość przywiązuje nas jeszcze bardziej do głównego bohatera. Twórcy doskonale wiedzą, że Beyond Two Souls podąża w kierunku, który powoli rewolucjonizuje domową "kulturę" rozrywkową. Podąża w tym kierunku z ogromnym rozmachem, bo tak dużego projektu jeszcze nie było, tym razem faktycznie podjęto ogromne ryzyko i moim zdaniem odniesiono sukces, a fala tego sukcesu powinna doprowadzić do stworzenia jeszcze lepszych produkcji - pamiętajmy, że pierwsze koło również było trochę kwadratowe. Dlatego wytykanie potknięć, błędów, czy to od strony mechaniki (która w przypadku tego projektu ewoluowała), czy od strony fabularnej jest owszem potrzebne, ale nie można przez to karać gry, czy spisywać na straty, bo na to nie zasługuje. Nie zasługuje, bo jak już napisałem, grę stworzono z pasją i wizją.



Obecnie siadamy przed telewizorem, książką lub grą po to aby oddać się konsumpcji projektu, którego zakończenie jest bardzo ograniczone. Gra Beyond Two Souls już w coraz większym stopniu próbuje stawiać kroki w kierunku czegoś bardziej złożonego. To podobny koncept, który przyjęto przy takich produkcjach jak Heavy Rain (również studia Quantic Dream), serii The Walking Dead, czy ostatnio The Wolf Among Us. Są to również gry w których gracz w zasadzie niewiele ma do "zagrania", jego rolą jest wybór ścieżki którą podąża główny bohater. Nie stawia się na umiejętności odbiorcy, pozostawia mu się jedynie wybór. Co prawda w dalszym ciągu żadna z tych gier nie wychodzi poza pewien wyznaczony i ograniczony trakt fabularny (Beyond ma 24 zakończenia, jednak zakończenia w większości tak bardzo pomiędzy sobą się nie różnią), ale na to trzeba czasu i doświadczeń, co świetnie robi właśnie David Cage. Ze swoimi eksperymentami idzie na całość, nie boi się ryzykownych prób i tym wyróżnia się od konkurencji. Być może gdyby historię napisał niezależny scenarzysta, a reżyser zajął się samą reżyserią fabuła byłaby lepsza, ale do tego musi dojść sam twórca.
Żeby taki projekt zadziałał do każdego wybranego scenariusza, oraz kolejnych podscenariuszy powinny zasiąść z goła odmienne osobowości - na potrzeby głównego nurtu, ikony popkultury, na potrzeby kina studyjnego ikony tegoż kina, itd. Tylko w ten sposób kapitał zgromadzony przy okazji tzw. mainstreamu zaspokoi potrzeby dopływów głównego nurtu i wszyscy będą zadowoleni ponieważ powstanie dzieło kompletne!
Niemniej jednak Beyond Two Souls uświadomiło mi, że jest to kolejny krok, który pokaże że można takie gry tworzyć z powodzeniem. Gry w których to gracz zadecyduje o swoim wyborze zgodnie ze swoimi przekonaniami, wartościami, lub chwilową zachcianką. I gra to zaakceptuje. Aktualnie tego typu produkcje nie akceptują innych wyborów, zawsze pozostają w pewnym ograniczonym polu, bo zarówno finansowo jak i mentalnie twórcy nie dojrzeli jeszcze do stworzenia kilku fabuł w jednej, nie poprowadzili wielu wątków, które dzieliłyby się na kolejne. Bo tylko tak można rozwiązać ten problem, tylko w ten sposób jeden produkt może stać się tym czego chcą tak twórcy jak i odbiorcy. 
Inteligentny lub doświadczony gracz pozna mechanizmy oszustwa którymi obecnie autorzy próbują stworzyć iluzję wyboru. Jest tak również w przypadku Beyond Two Souls, ale pamiętajmy, co powtórzę po raz kolejny, że to kolejny krok przybliżający twórców do ideału.


W przypadku Beyond mamy godną uwagi nowość - jest to próba zaangażowania w przygodę dwóch graczy, historia na to pozwala, dzięki czemu gra nie jest kierowana do jednego odbiorcy, ale dwóch którzy w tym samym czasie razem mogą ją przeżywać. Do tej pory co najwyżej druga osoba mogła oglądać grę, ale nie bezpośrednio uczestniczyć w niej.



Autor oparł koncept na konstrukcji takiej jaką zastosowano w The Walking Dead (i to widać), tworząc jednak nie serial złożony z kilku epizodów, ale pełną jedną zamkniętą produkcję. Różnica polega na tym, że ta gra to zupełnie inny kaliber o wiele większy jeżeli chodzi o założenia, nakłady, czy wizjonerstwo.
Dla jak zakładam zwiększenia prawdopodobieństwa odniesienia sukcesu David Cage napisał historię bogatą we wszystko, dosłownie wszystko. Historyjki są porozbijane, ale każda z nich broni się sama. Do jednego garnka wrzucono to co się sprzedaje czyli, motywy w stylu zombie, wojnę, problem bezdomności, życie, śmierć, miłość, równoległe światy, itd., itp. Dosłownie wszystko czego nie da się w normalnych warunkach zestawić, a tutaj mamy to wszystko podane na jednym talerzu - strzaskanym talerzu. Strzaskanym ponieważ historyjki nie są ułożone w porządku chronologicznym, ale bez problemu odbiorca znajdzie się w tym rozgardiaszu ponieważ pomiędzy epizodami przedstawiona jest linia czasu, która wskazuje do czego odnosi się dany etap. Sam brak chronologii nie jest problemem i wprowadza różnorodność. Historie bywają krótkie, spajające, ale również długie jakby niezależne wplecione w główny wątek.


Na uwagę zasługuje obsada - w rolach głównych występuje Ellen Page i Willem Dafoe, dzięki technologii pozwalającej na rejestrowanie ruchów twarzy, faktycznie w sposób przekonywujący odwzorowano ich aktorstwo.


Gra jest pozycją obowiązkową dla wszystkich zainteresowanych popkulturą tym bardziej, że nie wymaga ona żadnych zdolności manualnych. Obowiązkowa ponieważ gry są również sztuką, przynajmniej jakaś ich część.
Beyond Two Souls piekielnie wciąga i chce się więcej i więcej, dlatego najlepiej zarezerwować sobie jakiś weekend, bo przygoda zajmuje bez mała 10 godzin z okładem. Co do fabuły to bywa banalna i nie można liczyć na szczególne duchowe przeżycia (na dosłowne duchowe, można..), ale jednak całość się broni, grę się przeżywa i wiele wybacza, przynajmniej ja byłem usatysfakcjonowany - tego się spodziewałem i na więcej jeżeli chodzi o treść, gdy scenarzystą i jednocześnie reżyserem jest David Cage, bym nie liczył.
Gorąco polecam, bo warto - zapada w pamięć na tyle, że chce się o niej pisać! I niech to będzie najlepsza rekomendacja.


Czytaj dalej ...

wtorek, 27 sierpnia 2013

Tom Clancy's - Splinter Cell Blacklist - gra

Nie, nie skończyłem jeszcze przygody, zarówno tej przeznaczonej dla pojedynczego gracza, jak i tej przeznaczonej wspólnej rozgrywce. Po recenzjach, które widziałem, obawiałem się, że nie będzie to pozycja aż tak godna, ale już na samym początku muszę napisać - warto.
Splinter Cell jest pozycją wymagającą, daje sporo frajdy z grania i powinna być uruchamiana na najtrudniejszym poziomie, wtedy satysfakcja jeszcze pełniejsza.

Czytaj dalej ...

poniedziałek, 1 lipca 2013

The Last Of Us - wrażenia

Z powodu dużej ilości pozytywnych recenzji oraz całej masy zachwytów na temat "The Last Of Us", postanowiłem przed wypowiadaniem się na temat tytułu dobrze przetrawić grę, żeby nie dać się ponieść marketingowym zabiegom twórców i fali powszechnego schlebiania, która niejednego zmyła z powierzchni obiektywizmu. Fakt nr 1 - do takich gier podchodzę sceptycznie, żeby nie powiedzieć wręcz nieprzychylnie - im więcej materiałów promocyjnych i im dłuższy czas ich udostępniania tym niechęć bardziej wzrasta. Fakt nr 2 - do "The Last Of Us" podszedłem praktycznie wrogo. Fakt nr 3 - żeby lepiej zasmakować przygody oraz dla większej satysfakcji doświadczonym graczom sugeruję wybór najtrudniejszego, dostępnego przy pierwszym uruchomieniu gry, poziomu.

O samej grze od strony spraw produkcyjnych, informacji o wydawcy itd. itp. nie będę się wypowiadał, o tym podsumowanie znajdziecie na końcu wpisu. Skupię się praktycznie tylko na wrażeniach i mojej subiektywnej ocenie wyrobionej po długich godzinach (około 20-tu) z tytułem.

Łowców trofeów informuję, że tytuł jest czasochłonny (z pewnością przy ich zbieraniu stuknie ponad 50 godzin gry) i bardzo skąpy w tego typu nagrody, praktycznie dopiero po przejściu gry pojawią się pierwsze związane z ukończeniem przygody. Tajemniczo podpowiem, że zawsze należy mieć przy sobie przynajmniej 1 nieuszkodzone ostrze, aby móc włamywać się do zamkniętych pomieszczeń, gdzie oprócz przydatnych przedmiotów, ukryte są związane z trofeami fanty. Zresztą wspomniane fanty są bardzo ważne dla każdego gracza, którego interesuje historia, ponieważ pozwalają poznać wiele dodatkowych wątków przybliżających świat przedstawiony - znalezione przedmioty to często listy, czy pamiętniki zawierające historie z życia ludzi, którzy zamieszkiwali w danym miejscu. Ten element umożliwia pełniejsze wczucie się w klimat gry, dlatego warto zwrócić na niego uwagę.


Samo "The Last Of Us" od strony fabularnej podzielono na 12 rozdziałów - każdy z nich mógłby stanowić odrębny odcinek serialu, a czasami jak w przypadku rozdziału piątego byłoby to nawet kilka odcinków. Co do szczegółów opowiedzianej historii, nie chciałbym się w nie zagłębiać, jedno jest pewne, twórcom zależało na jak największej popularności tytułu, a zatem wykorzystano modne aktualnie w popkulturze dwa wątki tj.: 1) czas apokalipsy (ludzkość staje na krawędzi zagłady),
2) utrata świadomości przez ludzi spowodowana chorobą, zarazą, etc. (pewna modyfikacja idei zombie).
Te dwa składniki choć już mocno wyeksploatowane i banalne w samej historii są punktem wyjścia do czegoś głębszego - tego czegoś co bardzo mocno dało się odczuć w niedawno opisywanej przeze mnie grze pt.: "Remember Me". W przypadku "The Last Of Us" również dostajemy sporą dawkę emocji, zdarzeń będących punktem wyjścia do dalszych rozmyślań. Być może to zbyt górnolotnie napisane, ale faktycznie fabuła w pewnym momencie, paradoksalnie, uzasadnia z punktu widzenia głównego bohatera "dobre zakończenie". I właśnie to dobre zakończenie jest zakończeniem jakiego oczekuje osoba zaangażowana w samą grę, ale wszystkie inne aspekty, znajdujące się gdzieś z boku, powodują że gra zakładając pewne wartości dobra ogółu, kończy się jednak źle, a nawet bardzo źle. Przy okazji muszę się zreflektować ponieważ przy "Remember Me" pisałem co nie co o złym zakończeniu, a w tym przypadku kompletnie nie ma to zastosowania ponieważ "The Last Of Us", niezależnie od wybranego przez twórców rozstrzygnięcia byłoby tytułem skazanym w jakimś sensie na "złe" zakończenie. Taki wybór, świadomie założony przez twórców - czy też nie - powoduje, że ta pozycja jest sztuką 1 0 1 1 muzy (muzy poświęconej grom - o tym więcej w tym wpisie) - dodatkowymi atutami jest zapierająca dech w piersiach muzyka, czy genialnie zrealizowane wykonanie graficzne (faktycznie co do tych czynników widać, że za producentami stał argument w postaci dużych pieniędzy zaangażowanych w realizację projektu).
Tyle tytułem filozoficzno-metafizycznych wynurzeń, szczególnie że jeżeli ktoś nie grał, nie będzie miał pojęcia o co tak naprawdę chodzi - niech to będzie mała zachęta.



Fabuła "The Last Of Us" jest bardzo wciągająca i często, a w zasadzie prawie zawsze wszystko idzie nie tak jak byśmy tego sobie życzyli. Aby nie doznać odczucia pełnego odosobnienia oprócz dwójki głównych bohaterów, autorzy postawili na ich drodze dodatkowe postacie, które przez dłuższy lub krótszy czas towarzyszą w przygodzie. Ten element jest wyciągnięciem ręki w stronę graczy nie lubiących zbyt mrożących krew w żyłach historii. Mnie na przykład zbyt straszne tytuły zniechęcają, jakoś nie mam potrzeby katowania się stresem, tego wystarczy mi w prawdziwym życiu. Dlatego historię mogę polecić również osobom, które nie lubią za mocnych tytułów, tą przygodę wyważono i choć bywa strasznie, to jest to rozsądne i w odpowiednich dawkach. A propos dawek, nie ma również niekończących się, nieuzasadnionych fal nadciągających wrogów, jeżeli zdarzają się trudniejsze momenty to są one uzasadnione i zwykle możemy spróbować stawić im czoła z ukrycia. To dodatkowy atut dla osób lubiących się ukrywać i zakradać do przeciwników oraz planować tego typu akcje. Na wyższym poziomie trudności przemyślane działanie z ukrycia jest w zasadzie koniecznością, szczególnie że nie znajdziemy zbyt wiele amunicji, czy innych wybuchowych przydatnych akcesoriów służących masowej eksterminacji przeciwnika. Czasami jednak działanie z ukrycia nie jest możliwe, a co gorsza, jak już uporamy się z bandą napierającego wroga, gdy nie pozostanie już prawie żadna kula w pistolecie, okazuje się, że najgorsze dopiero przed nami.. ale to tylko zwiększa satysfakcję i apetyt na dalszą grę. Nie są to jednak momenty nie do przejścia, szczególnie jeżeli w rozgrywce kierujemy się oszczędnością, czy cierpliwością eksplorując każde odwiedzone miejsce celem wzbogacenia skromnego arsenału.
Zdarzają się oczywiście również tzw. klimatyczne miejscówki, gdzie możemy być pewni, że coś lub ktoś nas zaatakuje i wtedy robi się faktycznie stresująco, ale takie momenty, kiedy musimy zacisnąć zęby występują niezmiernie rzadko, co tylko zwiększa ich wartość.
Z uwagi na długość rozgrywki bardzo zżywamy się z dwoma głównymi postaciami, zależy nam na ich przetrwaniu i w trudnych momentach z pewnością każdy będzie się z nimi identyfikował mając nadzieję na pozytywny obrót spraw. Sama historia jest emocjonująca chociaż początek nie szczególnie wciąga, powiedziałbym trąci banałem i irytuje, ale później wszystkie niedociągnięcia zostają nadrobione i przestajemy skupiać się na drobiazgach, a narracja wciąga.

Językowo to oczywiście majstersztyk 5/5 - przynajmniej w wersji francuskiej, chociaż nie zakładam żeby którakolwiek z wersji szwankowała. Co się tyczy wyboru języka to tego dokonujemy (w przypadku wersji z Playstation Network) przed ściągnięciem gry - nie mają w tym przypadku znaczenia ustawienia językowe konsoli. Pauzowanie wyświetlanych materiałów filmowych, dialogów w trakcie gry jest możliwe. Co prawda napisy w czasie pauzy znikają, ale dla znających podstawy języka nie powinno to stanowić problemu, zresztą praktycznie wszystkie aktualnie dostępne tytuły działają na podobnych zasadach. Doszedłem do wniosku, że trudno żeby z uwagi na garstkę użytkowników którzy dodatkowo chcą podszkolić język, dodawane były jakieś specjalne udogodnienia, chociaż być może w przyszłości to ulegnie zmianie.

Kończąc napiszę jeszcze tylko o trybie dla wielu graczy. Tak jest on dostępny do wyboru w grze, ale najpewniej jego wykorzystanie ma na celu zatrzymanie tytułu na dłużej wśród zapalonych graczy, tak aby kopia nie trafiła zbyt szybko na rynek wtórny..

Podsumowując, z uwagi na fakt, że nie bywam zbyt wylewną osobą niech pierwsze negatywne spostrzeżenia co do marketingowej maszyny towarzyszącej promocji gry zostaną zrównoważone pozytywną ilością przekazanych w powyższych akapitach spostrzeżeń. Gra jest genialna, nawet wątki apokaliptyczne, czy w stylu zombie nie powinny być czynnikiem zniechęcającym graczy, którzy oczekują czegoś więcej. Polecam i już nie oceniam, bo oceny są zawsze subiektywnym odczuciem. Niech uwagi zawarte w tym wpisie służą czytelnikom za ocenę. Dodam tylko, że po "Remember Me" to druga gra w tym roku, która zapadnie mi w pamięć z racji klasyfikowania się jej do kanonu sztuk 1 0 1 1 muzy.

Na koniec małe spostrzeżenie - duża ilość cegłówek i butelek w danym miejscu zwykle nie wróży nic dobrego.

Deweloper: Naughty Dog
Wydawca: Sony Computer Entertainment
Reżyser: Bruce Straley (reżyser gry)
Dyrektor kreatywny: Neil Druckmann
Autor projektu: Jacob Minkoff (główny projektant), Ricky Cambier, Mark Davies, Benson Russell, Elisabetta Silli
Główni programiści: Travis Mcintosh, Jason Gregory
Dyrektor artystyczny: Erick Pangilinan
Główny grafik: Nate Wells
Scenarzysta: Neil Druckmann
Kompozytor: Gustavo Santaolalla
Silnik gry: In-house engine Havok (fizyka)
Platforma: PlayStation 3
Data wydania: 14 czerwiec 2013
Gatunek: Przygodowa gra akcji z elementami horroru
Tryb: główna fabuła dla pojedynczego gracza i dodatkowa niezwiązana z fabułą wersja dla wielu graczy
Dystrybucja: Blu-ray Disc, Playstation Network

Czytaj dalej ...